Teksty na każdy temat (Reklama: ,)

W ten sposób podążali w głąb krainy zwanej Oin, leżącej na północ od granicznej rzeki Ar, za którą rozciągał się kraj Yu. Większą część obszaru Oin pokrywała nieprzebyta dżungla i jałowe równiny. Tu właśnie osiedlili się mieszkańcy tego kraju, bali się bowiem lasu i nie weszliby doń pod żadnym pozorem, nawet gdyby skupiało się w nim całe bogactwo Oin. Płynący szybko okręt minął las i pomknął nad rozległą równiną. Wkrótce zobaczyli przed sobą wielkie, mieniące się w słońcu jezioro. Dyvim Tvar spoglądając na prymitywną mapę, w którą zaopatrzyli się w Ramasazie, zaproponował, by zawrócić na południe i zbliżyć się do Dhoz Kam, okrążając je szerokim półkolem. Elryk zgodził się i okręt zaczął manewrować. Ziemia zadrgała znowu. Wysokie fale porośniętego trawą gruntu toczyły się wokół statku, zasłaniając widok. Okręt zapadał i unosił się gwałtownie, zataczał i kołysał z burty na burtę. Jeszcze dwóch Imrryrian spadło z masztów i rozbiło się na pokładzie. Głośny krzyk bosmana dodawał wszystkim otuchy. Wokół panowała dziwna cisza, która czyniła sytuację jeszcze groźniejszą i bardziej niesamowitą. Naraz bosman wrzasnął na swych ludzi, by przywiązali się mocno, każąc jednocześnie tym, którzy nie mają nic do roboty, zejść na dół. Elryk owinął wokół poręczy szal, a drugim jego końcem owiązał sobie przegub.

(Reklama: )